DZ-ta już w w Poznaniu!

Nasza „Historia pewnej szalupy” zdaje się nie mieć końca i przypomina raczej „Niekończącą się opowieść”… opowieść o drewnianej łajbie i ludziach, dzięki którym wczoraj znalazła się w końcu tam, gdzie powinna już rok temu.
Na początku listopada 2009r. w holu głównym XI Targów Poznańskich Boat Show, zastąpiła ją godnie „Starsza Pani”. Dziś Dz-ta stoi dokładnie w tym samym miejscu, zajmuje tylko „troszkę” więcej przestrzeni i wzbudza zainteresowanie, które przeszło nasze najśmielsze oczekiwania!

Dalsze relacje z kolejnych dni Targów oraz zdjęcia już wkrótce na stronie!

QBRYG rusza na Poznań !!!

W dniach 12 – 14 listopada  już po raz drugi będziemy mieli okazję  wystąpić w roli wystawców na XII Targach Żeglarstwa i Sportów Wodnych Boatshow 2010, gdzie spotkają się miłośnicy żeglarstwa i sportów wodnych z całej Polski. Wśród Wystawców znajdą się największe stocznie jachtowe, producenci i dystrybutorzy jachtów motorowych, ożaglowania, wyposażenia oraz firmy czarterowe.  Rok temu w holu głównym targów poznańskich zaprezentowaliśmy się ze „Starszą Panią”, w tym roku Klub reprezentować będzie nasza chluba i duma, czyli wyremontowana przez członków Dz-ta, która swoją premierę miała już na tegorocznych targach Wiatr i Woda w Warszawie, gdzie wzbudziła niemałą sensację.

Przenosimy łódki w nowe miejsce

Uwaga
W niedzielę mobilizujemy siły i po porannym śniadaniu o 10:00 rano przenosimy sprzęt do nowej lokalizacji.

Udało się załatwić nowy hangar ale trzeba wszystko wciągnąć na rampę.

Zbiórka 17.10.2010 o 10:00 pod hangarem w PAFAL-u gdzie trzymamy łódki.

Komandor

Ryszard Strugała

ODEZWA DO CZŁONKÓW I SYMPATYKÓW KLUBU „QBRYG”

Ahoj !

Kończymy kolejny sezon żeglugi po dalekich morzach oraz po naszym najbliższym (dosłownie i w przenośni) Akwenie Mietkowskim. Cała ubiegła sobota upłynęła nam na wyciągnięciu na brzeg wszystkich jednostek, znajdujących  się na wodzie oraz transporcie do hali na terenie PAFALU. Zarówno DZ jak i omegi zostały przewiezione do Świdnicy i umyte. Teraz czekają nas kolejne wyzwania:

  1. Nasz pływający pomost w Borzygniewie, po kolejnym wysłużonym sezonie znajduje się w opłakanym stanie! Należy mu się wymiana beczek i „restauracja”. Temat ten zostanie poruszony na najbliższym klubowym spotkaniu, na które serdecznie wszystkich zapraszamy, wszelkie inicjatywy jak zwykle mile widziane…!
  2. Pilnie poszukujemy miejsca, gdzie nasz sprzęt mógłby „przezimować”. (Halę na terenie Pafalu, która służyła nam w ostatnim czasie, wynajmuje firma na zasadach komercyjnych i do 15 października musimy znaleźć miejsce na nasz klubowy sprzęt.)
  3. Konieczny jest przegląd sprzętu po sezonie i wykonanie niezbędnych napraw. Mamy jeszcze dach nad głową, jest ciepło, można więc w komfortowych warunkach odpracować statutowe 10 godzin robót bosmańskich.

Nie czekajmy na maj i Dni Żagli oraz kolejny sezon, czasu na wiosnę będzie jak zwykle zbyt mało.  Prace bosmańskie koordynuje kolega Kajtek, tel.603 949 536, proszę organizować się w 2-3 osobowe ekipy i do dzieła!

Oczekujemy na powrót Idola III do Polski

Po 5 miesiącach wyprawy po trudnych wodach  Morza Północnego i Norweskiego, powracającego do Polski Idola III przejął w Kiel Piotr Krawczyszyn aby wziąć udział w uroczystym odsłonięciu tablicy upamiętniającej tragiczne wydarzenia sprzed lat.  W 1975 r Polski kuter „Brda”, zatonął w  duńskim porcie Hanstholm tuż przy nabrzeżu.  Morze zabrało wtedy 11 członków załogi.  W dniu 26 września klubowa załoga Waldek Ząbek,  Krzysiek Gesele, Marcin Melerowski i Mirek Bożyk pod komendą Piotrka Krawczyszyna godnie reprezentowali klub oraz Świdnicę podczas uroczystości.

Oczekujemy na ich szczęśliwy powrót do Polski.

Kolejna odsłona VI etapu wyprawy….

Ahoj,zawinęliśmy do któregoś z kolei portu bajecznie wkomponowanego pomiędzy polodowcowe góry archipelagu Lofotów. Pogoda rozpieszcza nas rześkością promieni słonecznych naprzemian z norweską mrzawką.Po opuszczeniu Andenes dotarliśmy do Narwiku.gdzie po przemierzeniu marszrutą kilku kilometrów złożylismy hołd naszym rodakom walczącym o wolność w Norwegii. Groby poległych Polaków są pod stałą opieką  – to widać. Zmuszeni ucieczką od kuka, który opychanasze brzuchy w pośpiechu gotując pranie wypłynęliśmy w kierunku Lofotów. Niestety wiatry nam nie sprzyjały, a sklepy czynne tylko do 1600 z „wodą ognistą” zmusiły do wpłynięcia do Lodingen na „katarynie”. Dla uczczenia szybkiego i bardzo wesołego dotarcia do portu kuk zafundował załodze „świdnicką pizzę”, którą będziemy wspominali długo.Rano wypływamy do kolejnego urokliwego miejca na Lofotach norweskich :))))))

SZUKAMY EKIPY NA 24-GODZINNE REGATY DZ-ET

Ahoj Członkowie i Sympatycy Klubu „QBRYG”

Zbieramy ekipę na IX. MIĘDZYNARODOWE DŁUGODYSTANSOWE MISTRZOSTWA POLSKI W KLASIE DZ, W GIŻYCKU, które odbędą się w dniach 14 – 15 sierpnia. Spotkają się tam entuzjaści klasy DZ na 24-godzinnych regatach. Chyba nie trzeba nadmieniać , że i NAS nie może tam zabraknąć.
Wszystkich chętnych prosimy o kontakt mailowy, bądź telefoniczny z vice Komandorem Waldemare Ząbkiem.

waldemarzabek@wp.pl
tel.605 621 779

Tym samym zwracamy się z gorąca prośbą do członków i sympatyków Klubu”QBRYG” o pomoc w znalezieniu sponsorów, którzy byliby w stanie pokryć koszty związane i wyjazdem i jego organizacją.

VI etap rejsu „Idol III” z Tromso do Bodo

10.07.2010 r. na burcie SY Idol III stawiła się VI zmiana załogi w składzie: Kapitan Piotr Krawczyszyn,I of.Sławek Baliński, II of. Edysia Płoszaj, III of. Mariusz Latała, Majtki pokładowe Wiktor Baliński i Mateusz Latała.O 1400 rzuciliśmy cumy w Tromso i podczas podróży załoga ształowała prowiant i własne rzeczy. Na pełnym morzu przyszedł czas na poważną rozmowę z Neptunem, załoganci oddali wcześniej zjedzony obiadek, co „zwabiło” stado Orek, dobrze to świadczy o kuku. Podziwialiśmy te olbrzymie morskie ssaki. W nocy rzuciliśmy cumy w Andenes, zwiedziliśmy urokliwe miasteczko spotykając Polaków nawet ze Świdnicy.Przy HW o godz. 1400 oddajemy cumy, kierując się na Narwik.Po 7 godzinnej ostrej halsówce, wszyscy zrozumieli sens słów szanty „10 w skali Beuforta”, kapitan przy 9 Bft zarządza odwrót – sztormujemy w milczeniu.O 0100 w jasną noc załoga całuje ziemię Andenes.Na odstresowanie wypiliśmy co należy i przespaliśmy kilka godzin.Naprawiamy drobne uszkodzenia, oddajemy się rozkoszy jedzenia przygotowanego przez kuka.Menu wzgogacają dorsze złowione przez Wiktora i Mateusza.Czekamy na poprawe pogody. CDN… Pozdrawiamy wszystkich klubowiczów i sympatyków.

POZDROWIENIA Z NARVIKU OD V ETAPU

AHOJ QBRYG’OWCY

Serdeczne pozdrowienia z Nariviku przesyła Kapitan Piotr  Krawczyszyn wraz z załogą.

Po kilkunastu dniach żeglugi udało nam się wreszcie  dotrzeć do celu naszej wyprawy – portu Narvik.  Te ostatnie dni obfitowały w wiele wrażeń, począwszy od nocy spędzonej na lotnisku.

23 czerwca w porcie jednego z najmłodszych  miast Norwegii – Bodo, bardzo sympatycznie przywitała nas załoga Grzesia Wawryka z Wrocławia (zasyłamy uściski), od której przejmowaliśmy Idola. Zrzucenie cum opóźniło nam  się jednak  z  uwagi na naprawę urządzenia sterowego.  Na Lofoty wypłynęliśmy więc  „w nocy” . Piszę w cudzysłowie, ponieważ o tej porze roku, na tej szerokości geograficznej, to pojęcie jest dość abstrakcyjne. Trudno mówić o jakiejkolwiek nocy, skoro słońce W OGÓLE nie zachodzi tylko krąży wzdłuż horyzontu. Trochę się  przez to pogubiliśmy.  Do tej pory nie wiemy, czy  czy aktualnie mamy obiad śniadanie, czy kolację…

Pierwsze na naszej trasie były wyspy Rost i Vaeroy, słynące z niesamowitej ilości gatunków ptaków. Następnie zatrzymaliśmy się w Reine, gdzie odwiedzili nas Ewa i Lucjan (was też serdecznie pozdrawiamy!). Wybraliśmy się z nimi na 4-godzinną wycieczkę w deszczu, który tutaj potrafi lać całymi dniami. No ale jak mówią miejscowi: nie ma złej pogody, można mieć tylko złe ubranie. Przy każdym wejściu do portu musimy bardzo uważać na głębokości, ponieważ są one niewielkie, a pływy sięgają 3 metrów.

Będąc w Reine, zwiedziliśmy muzeum wielorybnictwa, dziwnym zrządzeniem losu zaraz po wypłynięciu z tej miejscowości w drodze do Borg, mieliśmy niepowtarzalną okazję zobaczyć polowanie na wieloryba. W Borg byliśmy w  słynnym muzeum Vikingów, po czym wyruszyliśmy dalej na północ do Svolvaer – nieoficjalnej stolicy Lofotów. Tutaj przywitało nas słońce i temperatura sięgająca powyżej 20 stopni.  Ze Svolvaer wypłynęliśmy wzdłuż  jednego z najciekawszych przewężeń Lofotów – Trollfiordu. I tutaj czekała nas również niespodzianka – na końcu fiordu stała przycumowana polska jednostka „Tango” ,  kierująca się Norcap. Po wymianie doświadczeń na  norweskich wodach, wyruszyliśmy na  Narvik.  Dziś złożyliśmy kwiaty na Groms Plass.  Jutro natomiast wypływamy  na wielorybnicze safari  i do Tromso.

Pozdrawiamy Was wszystkich bardzo serdecznie! Tęsknimy za Wami, do zobaczenia wkrótce – VI SEEN! Jak to tu mówią

-Załoga V etapu

Pod dowództwem Kapitana Piotra Krawczyszyna

Ryszard Strugała

Paulina Bracha

Małgorzata Madeja

III miejsce w regatach o Puchar Starosty Wrocławskiego

Do startu w regatach i reprezentowania naszego klubu została w tym roku wydelegowana załoga najmłodszych ale jednocześnie bardzo ambitnych żeglarzy w składzie :
Sternik : Monika Gesele oraz członkowie załogi Marta Dubicka i Szymon Gesele.

Cała rywalizacja przebiegła w duchu rywalizacji sportowej ale jednocześnie stanowiła doskonałą zabawę dla wszystkich. Co prawda nasze dzielne dziewczyny nie zabrały wystarczającego zapasu kremu do opalania, ale to nie przeszkodziło im zająć zaszczytnego III miejsca. Po zakończeniu regat przyznały po cichu iż wobec tak wielu znakomitych i ważnych żeglarzy po prostu nie wypadało im wygrać.
Nasza młoda kadra została pouczona przez bardziej doświadczonych kolegów z klubu o obowiązku zajmowania I miejsca w regatach tak ważnej rangi i kultywowania tradycji kolekcji zwycięskich pucharów w siedzibie klubu.

POD WIATR. POD PRĄD. POD FALE cz.2. -relacja kapitana Jana Ząbka z pierwszych etapów rejsu do Norwegii

Kurs na Thyboron. Przez cały dzień trochę luzu, bo możemy sobie pozwolić na małe zboczenia z kursu, bo wszędzie jest głęboko. Przechodzimy kanałem, wykopanym w mieliźnie i pierwsza focza rodzina na płyciźnie.
Port Thyboron okno na Morze Północne. Najciekawszy port rybacki w Danii. Wizyta Polaków pracujących na duńskim kutrze (a gdzie nas nie ma). Prognozy alarmują, wiatr na najbliższe 12h 16m/s, jak na pływanie po Morzu Północnym, trochę za duży. Decydujemy się przeczekać noc. Kolejne drobne udoskonalenia. Montaż gum przytrzymujących mapy, locje i drobiazgi w nawigacyjnej oraz pas zabezpieczający nawigatora od upadku na kambuz przy gwałtownym przechyle. Przydało się nie raz. Wieczorem nawiązanie przyjaźni z jedynym jachtem cumującym w marinie. Polska gościnność zaskoczyła Szwedów. Przekazaliśmy 6 florenów świdnickich i folder Świdnicy. Nazajutrz piękna niespodzianka, świeże ryby prezent od Szwedów.
Oddajemy cumy, kurs na Norwegię i jak zwykle przeciwny wiatr i prąd do 1,5 knota. Piłujemy na grocie i silnikiem. Nadchodzi bardzo nieprzyjemna noc. Musimy refować, pierwszy ref wystarczy na godzinę. Ryzyko wzrasta, fale nadchodzą chyba ze wszystkich stron. Drugi ref jeszcze za dnia, nie ma co ryzykować. Idziemy spokojniej. Wyjątkowo ciemna noc, nie widać naszego dziobu, a Idol jak pędzący pociąg prze w ciemność, rozbijając fale. Zostaje przy sterze do 5 rano. Jest już całkiem jasno, uspokaja się. Parę godzin odpoczynku, nie można tego nazwać snem, bo na takiej huśtawce, gdzie wszystko na jachcie przetacza się z burty na burtę, cieżko utrzymać się w koi. Każda prosta czynność wymaga wysiłku, trzeba uważać, żeby nie stracić równowagi, bo można się połamać. Nosimy szelki z liną i karabińczykami w razie szybkiej interwencji na pokładzie, trzeba się wpiąć.
Wiatr stopniowo odpuszcza i przychodzi deszcz i mżawka, która przeniknie wszędzie i do tego długa martwa fala. Do Bergen nie mamy szans dojść w tej odsłonie z powodu dużego ubytku paliwa, które tam w fiordach będzie bardzo potrzebne. Szukam portu schronienia ze stacją benzynową. Do brzegów Norwegii mamy jeszcze 25Mm tj. około 50km. Znalazłem w locji niemieckiej mały porcik we Flekkefiordzie. Odpadamy, luzujemy żagle, wiatr 4-5B z NW. Idziemy wreszcie półwiatrem, gdzie prędkość nasza przekracza niekiedy 8węzłów, wreszcie żeglujemy, mile szybko ubywają. Nawigację prowadzę na C-mapie w laptopie. Pełna perfekcja, podziękowania dla kapitana pana Józefa za mapy i program, co nasz Marek uruchomił w komputerze pokładowym. Mamy też inne zabezpieczenia nawigacyjne i komplet map papierowych. Jesteśmy wygodni i zdajemy się na elektronikę, choć zawsze na stole leży mapa papierowa, gdzie chłopcy chętnie nanoszą pozycję.
Wchodzimy wreszcie do Flekkefiordu i o 23.00 cumujemy w Toolbotbrygen. W ciągu doby zrobiliśmy 135Mm. Świetny rezultat jak na turystyczny jacht. Rano szukam stacji benzynowej i jest za cyplem w fiordzie a na niej dwa szyldy, jeden „otwarte od 10.00” , a drugi „będę za 30minut” . Co za szczęście pan przyszedł o 10.30 po norweskim święcie. Tankujemy po korek i dalej w drogę. Sprawdzian nowej wędki na dorsza i udało się, złapałem tylko jednego. Krążą legendy o ilości ryb w tutejszych fiordach, zobaczymy.
A teraz codzienność i rutyna, walka z przeciwnym wiatrem i prądem. Marzymy o baksztagu, czyli o wietrze z tyłu, pchającym nas. Nie ma sensu walczyć, po paru godzinach wchodzimy do Egersundu. Piekny fiord i malowniczo położone miasteczko i najważniejsze prysznice i toalety. Pan bosman (z kolczykiem w nosie) przywitał nas choć była już 23.00. Wręczył także nam prognozę pogody, o zgrozo na 4 kartkach informacje o temperaturze, chmurach i słoneczku, a gdzie jest kierunek i siła wiatru? Nie dziwimy się w marinie prawie same jachty motorowe. Wreszcie na prostej stępce, toaleta, telefony do Polski i porządna miska.
Rano oddajemy cumy, próby łowienia ryb i oczekiwanie na korzystny wiatr. Nie mamy szczęścia wiatr NW 6-7B. Przy tym stanie Morza Północnego nie mamy ochoty na gotowanie i tylko szybki kubek, parę grześków i czekolada. Odszukuję w komputerze alternatywną trasę przez Skudensfiord, ale wejście tam dopiero na 22.00, dobre i to. Do Bergen w linii prostej jeszcze 80Mm, ale mam nadzieję, że żegluga w fiordach będzie znacznie spokojniejsza i będzie nagrodą dla nas za trudy poniesione dotychczas. Nadzieja matką głupich, po wejściu do Skudensfiordu wiatr odkręca na „mordewind”, czyli wieje z Nordu. Halsówka z wąskim fiordzie, ale za to bez fali. Rekordowe prędkości w głębokim przechyle. Mamy na logu 8,4knota. To jest żegluga! Widoczność szybko się pogarsza, mżawka i tężejący wiatr. Znajduję na mapie jakiś porcik, komputer dalej robi swoje. Zbliżenie, dużo skał, świateł, bale przemysłowe a w tym wszystkim mały przesmyk, prowadzący do miejskiego nabrzeża… c.d.n.

Kurs na MIŻ zakończony.

W sobotę 12 czerwca 2010 dobiegł końca kurs organizowany przez klub QBRYG.
Po przystąpieniu do egzaminu przed komisją PZŻ , 3 członków naszego klubu uzyskało uprawnienia Młodszego Instruktora Żeglarstwa.

Nowi instruktorzy po otrzymaniu solidnego klapsa wiosłem od DZ oraz „pobłogosławieni” szampanem przez Komandora powiększyli tym samo grono kadry w klubie co pozwoli na jeszcze większą popularyzację żeglarstwa wśród mieszkańców Świdnicy.

Regaty o Puchar Starosty Wrocławskiego

Komandor Stowarzyszenia Świdnicki Klub Żeglarski QBRYG zaprasza wszystkich chętnych do wzięcia udziału w regatach o Puchar Starosty Powiatu Wrocławskiego. Regaty zostaną rozegrane w dniu 12 czerwca 2010 (sobota) nad jeziorem Mietkowskim w Borzygniewie. Regaty będą częścią II edycji imprezy MARINOWANIE MIETKÓW. Więcej szczegółów na temat imprezy można poznać na stronie GOK Mietków.

ZGŁOSZENIE DO REGAT

.

.

.

.

.

.

REGULAMIN REGATcz 1 REGULAMIN REGAT cz 2


.

.

.

.

.

.

Pod Wiatr, Pod Prąd, Pod Fale – pierwsza część relacji kapitana Jana Ząbka z pierwszych etapów rejsu do Norwegii

Jak zwykle wielki pośpiech. Ształowanie żywności, napoi i naszych worków z ciepłymi rzeczami. 500 litrów ropy i 400 litrów wody już było wcześniej zabunkrowane. Patrzę z niepokojem na wodnicę Idola. Jak na taki ciężar, to nie jest najgorzej. Z głodu nie zginiemy, bo Idol ma już w „swoich ładowniach” żywności na 4 etapy oraz cały zestaw map papierowych, począwszy od Stepnicy przez Bałtyk i Morze Północne do Morza Norweskiego. Jest ich kilkaset zajmują całą moja kajutę. Jak tu spać, muszę coś z tym zrobić.

Objuczony Idol pomyka przez Zalew Szczeciński i kanał Piastowski do Świnoujścia, gdzie odbieram od kolegów kolejne tomy locji Admiralicji Brytyjskiej. Zaczyna się rozdmuchiwać nie będę ryzykował na jeszcze nie do końca sklarowanym jachcie manewrów w nocy. Kilka godzin sam i o 4 rano zgłaszam w GPK – Świnoujście wyjście na stronę niemiecką. Jak na razie jest bardzo spokojnie. Ćwiczymy stawianie żagli, refowanie ich i manewry „człowiek za burtą”. Wiatr stopniowo tężeje. Wszystko z pokładu sprzątnięte. W środku jeszcze duży bałagan. Siła wiatru przekracza już 32 knoty, ale z dobrego kierunku. Bałtyk wita nas ostrzeżeniem przed sztormem. Uciekamy do Saßnitz. Tam dalszy klar, lizanie ran, instruktaż z obsługi elektroniki jachtowej, wewnętrznego sterowania, kuchni gazowej, toalety silnika i wielu innych spraw. Każdy członek załogi musi po ciemku to wszystko obsłużyć. Doba szkolenia w Saßnitz naderwane nowe cumy i dalej w drogę. Przeciwny wiatr, trzeba zmienić trasę. Płyniemy na Kopenhagę a nie na kanał Koloński. Mijamy ją z żalem, bo nie ma czasu tam wejść. Urlopy załogi I etapu kończą się 20 maja, a do Bergen jeszcze daleko.

Mijamy kolejne punkty nowej drogi: Helsingor (zamek Hamleta) z latarnią Kronborg. Wchodzimy w Kattegat, gdzie pomaga nam zatokowy prąd. Nieprzyjemna noc, mżawka i nic nie widać. O świcie przeciera się, pomykamy na falach, kierując się na wejście do Limfiordu, gdzie będą 4 mosty i każdy musi się otworzyć. Muszę to zameldować po angielsku na kanale 12 UKF. Ćwiczę wymowę.

Hals malownicze duńskie miasteczko z piękna mariną, gdzie po 4 dniach wreszcie bierzemy prysznic, golenie i świeża bielizna. Uroczysta kolacja na prostej stępce. Stoi suto zastawiony polskimi potrawami stół. Kuk wychodzi z siebie – parówki zapiekane żółty serem i do tego szklaneczka czegoś mocniejszego. Wieczorem wizyta na duńskim statku, gdzie pracuje polski kapitan pan Józef. Dziękujemy mu za podarowanie map Limfiordu i za parę cennych informacji o tej trasie. Oddajemy cumy nam trzeba dalej do Morza Północnego przez malownicze duńskie miasteczka. Stanice już stało, niebieskie niebo, 4 Beauforta ale w mordę. Temperatura kilka stopni powyżej 0. Sterujemy z kajuty, zamykając zwjsciówkę, włączając ogrzewanie. Atmosfera sielanki, jak u babci za piecem. Nawigujemy także na mapach papierowych jak przed 30 laty. Dużo wody wkoło nas a my musimy precyzyjnie po farwaterze, bo za nim piasek gotuje się, płycizny 0,6m. Przed Logstor kolejny most i zgłoszenie już bez stresu i znowu się udało. Wchodzimy do Mariny Logstor. Klar jachtu, zwiedzanie malowniczego miasteczka, małe zakupy. Jak oni to robią, ze pomieszczenia z toaletami i prysznicami utrzymane są w perfekcyjnej czystości i wszystko działa łącznie z pralką i suszarką?

Miasteczko o godzinie 19 prawie opustoszało. Tu chyba tylko kobiety prowadza samochody. Wtorek zaczynamy po przespanej nocy o godzinie 6.00. szybka toaleta i już na wodzie. Wchodzimy w ich największą wodę Logstor Bredning, kierując się na SE do miasta Nykobing, gdzie może uda się wysłać parę zdjęć i kupić parę drobiazgów. Nasze karty płatnicze wszędzie działają. Nie czujemy się jak kiedyś z innego świata, wręcz przeciwnie, jesteśmy dumni, że możemy reprezentować nas kraj i nasze miasto. Wywieszamy baner Świdnicy. Przenikliwe zimno, musimy sterować z kokpitu bo lepsza widoczność. Zmieniamy się często za sterem a później odtajamy w ciepłej mesie. Dziękujemy Ci Piotrku za zamontowanie ogrzewania samochodowego, które doskonale działa wspomagane silnikiem jachtowym, co podnosi komfort pływania w tych zimnych wodach…

c.d.n.

Marinowanie 2010, organizacja regat!

Ahoj „qbrygowcy”!
W najbliższy piątek (tj. 04.06.2010) odbędzie się klubowe spotkanie, poświęcone w głównej mierze organizacji Marinowania 2010 i Regat za które jesteśmy odpowiedzialni. Będziemy omawiać wszystkie kwestie związane z tymi tematami. Wszelkie pomysły i inicjatywy mile widziane… Liczymy na wysoką frekwencję!